Dlaczego warto odwiedzić Lwów

Lwów to pierwszy przystanek naszej wycieczki na Krym z września 2013.. Teraz dzieją się tam różne rzeczy i myślę, że nadszedł czas w końcu dodać jakieś zdjęcia.. A Lwów to jedno z moich ulubionych miast

Image1. Raj dla miłośników starych samochodów – można tam znaleźć wiele modeli, których w Polsce już nie ma, bądź nigdzie nie było. Po ulicach jeżdżą głównie Łady, można też wypatrzyć Trabanta czy UAZa.

Image

2. Lwów to część naszej historii i mimo, że teraz żyje tam zaledwie kilka procent Polaków, warto go odwiedzić na równi z Krakowem, czy Warszawą. Cmentarz Orląt Lwowskich, Pałac Potockich, Kopiec Unii Lubelskiej i wiele innych zabytków.

Image

3. Można pobawić się w szukanie polskich śladów :) Tych mniej oczywistych, o których nic nie piszą w przewodnikach..

Image

4. Wiele z Lwowskich atrakcji jest ukryta. Np. Dom Legend – restauracja umieszczona w 4 piętrowej kamienicy, której każda z 7 sal opowiada inną historię (np. sala Lwów, gdzie zebrano setki fotografii, czy sala lwowskiego bruku). Możemy tam zjeść i napić się piwa – najprawdopodobniej zostaniemy obsłużeni przez jednego z wielu zatrudnionych tam karłów.

A na dachu trabant! Na warszawskich tablicach :) Czytaj dalej

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Tanger i autostopem przez Europę

I tak kończy się nasza marokańska Odyseja i zaczyna się zachodnioeuropejska, czyli długa droga do domu. Ale o tym później. Ostatni przystanek to Tangier. Brudny i męczący, za to ze wspaniałymi lodami.. Stąd wsiadamy na prom (25 euro/osoba – drożej niż nasze bilety na samolot!) i docierami do hiszpańskiego Algeciras. Z ciekawostek w nocy budzi nas huk i hałas – okazuje się, że to marokański ślub! Jak tłumaczą nam sklepikarze pokazując palec serdeczny i obrączki. Tłum ludzi paraduje przez medynę za gromadą strzelców, raz za razem strzelających w powietrze robiąc ogromny hałas oraz panną młodą wiezioną na koniu. W zamkniętej budce. Mimo, że kocham jeździć konno to w tej sytuacji jej nie zazdroszczę.

DSCF8181
Tak oddala się Maroko. Niesamowite i irytujące, zrelaksowane i męczące. Na razie czujemy ulgę, ale po jakimś czasie zaczniemy tęsknić.

Po przyjeździe do hiszpańskiego portu Algeciras przeżywam szok. W Maroku po przyjeździe do nowego miejsca należy uzbroić się w pancerz ochronny (szczególnie jesli idziesz z plecakiem), ponieważ zaraz zbiega się tłumek naganiaczy, którzy atakują dosłownie na każdym kroku. A tu, w Hiszpanii nic.. Nikt się nami nie interesuje. Ulga.

1wbrew obiegowej opinii autostop w Hiszpanii jest możliwy, zabierają prawie wyłącznie młodzi ludzie.

DSCF8190A tak się śpi w oliwnym gaiku. Oczywiście całą drogę śpimy na dziko – policję spotykamy dwa razy i za każdym życzą nam dobrej nocy.

A przez Europę jedzie się długo i żmudnie. Cała podróż zajmuje nam 7 dni, ze względu na koniec sezonu urlopowego(jest koniec sierpnia), korki, pełne samochody, złą pogodę i nasze lenistwo. Najgorszym problemem jest to, że nie mamy żadnej kuchenki turystycznej i zdani jesteśmy głównie na pasztety i puszki… Przy deszczu, zimnie i spaniu w namiocie to mało przyjemne. Po drodze utykamy na dłużej w paru miejscach, spotykamy masę bardziej lub mniej ciekawych ludzi i zahaczamy o Barcelonę o której planuje oddzielny wpis.

DSCF8237DSCF8259

Opublikowano Maroko 2012 | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Tetouan i Chefchaouen

Kolejnym miasteczkami na naszej trasie są Tetouan i Chefcheauen. Postanawiamy przeskoczyć kawałek Maroka i decydujemy się na autobus. Kupujemy bilety na autobus nieturystyczny, którym jeżdżą w 95% marokańczycy, a i tak czeka nas bazar. Otóż zanim taki autobus odjedzie ze stacji przechodzi przez niego co najmniej 10 sprzedawców, żebraków, tancerzy i innych ciekawych osób, oferując swoje usługi. Także mamy do wyboru – czekoladę, wybielającą pastę do zębów, orzeszki, biżuterię i zegarki. A wszystko to nie ruszając się z miejsca! Co ciekawe największą popularnością cieszy się pasta do zębów…

Tetuan to ładne, czyste miasteczko – czujemy się trochę jak w Hiszpanii. Szerokie ulice, piękne stare budynki – od razu widać, że jest to miasto mocno kolonijne. Jest dodatkowo wysprzątane, bo w najbliższych dniach miasto ma odwiedzić król! Spacerujemy odwiedzając park, cmentarz (z kozami) oraz medynę.

DSCF7882DSCF7964najczystsze miasto jakie widzieliśmy w Maroku – Tetouan

Europejska atmosfera rozluźnia nas na tyle, że znów dajemy się naciągnąć „przewodnikowi”!! Eh.. ta wiara w ludzi oraz zabrać do berberów, którzy są mili i gościnni, póki nie odmówisz kupna dywanu (żadne rozsądne argumenty nie działają – brak miejsca w plecaku? – wyślemy! masz już dywan? – nie szkodzi, kup dla mamy. Nie masz pieniędzy? – przecież to takie tanie, wy europejczycy macie pełno kasy). Czytając tego bloga można odnieść wrażenie, że nienawidzimy dywanów i ogólnie nikomu nie chcemy dać zarobić. To nie tak.. chętnie kupujemy przepiękne marokańskie wyroby i zwozimy do domu mnóstwo przedmiotów. Po prostu nie podoba mi się podejście wytwórców dywanów i swoiste przymuszanie do zakupu.

DSCF7892widok z tarasu berberskiego centrum sztuki (oraz sprzedaży dywanów)

DSCF7898Adam w ukrytej kamerze
DSCF7956DSCF7877wschód słońca nad Tetouanem

DSCF7908kozy wskakują do nagrobków
Chefchaouen – znane ze zdjęć miasteczko z niebieską medyną. Wygląda zupełnie bajkowo, a i atmosfera wyluzowana (może przez to, że znajdujemy się w góach Rif czyli miejscu gdzie hoduje się więcej trawki, niż czegokolwiek innego). Co ciekawe miasteczko na niebiesko pomalowali Żydzi.. W XIX wieku. No proszę jak łatwo stworzyć atrakcję turystyczną – może należy zabrać się za malowanie polskich wiosek..? Tu spotykamy miłą parę Polaków i włóczymy się trochę we czwórkę robiąc tysiące zdjęć,które zastąpią rozwlekły opis naszego pobytu w miasteczku.

DSCF7986Chefchaouen wygląda nieziemsko

DSCF8009DSCF8134DSCF8092

Opublikowano Maroko 2012 | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Essaouira – Oualidia

Z Essaouiry wydostać się było stosunkowo ciężko, szczególnie, ze poszliśmy w zła stronę.. Dlatego też stopowanie (i łażenie z ciężkimi plecakami) zajmuje nam cały dzień. Udaje nam się spotkać przemiłych ludzi – m.in. pana z synkiem, który zabiera nas na plaże z najwyższymi falami w Maroku oraz młodego nauczyciela, który wyjechał „na spacer”. Nauczyciel opowiada nam o problemach w Maroku, o tym że nie ma pracy i o tym jak Maroko chciałoby wejść do Unii europejskiej (na myśl o tym tylko uśmiecham się w duchu – przez miesiąc tam widziałam może 3 paragony..). Opowiada nam niesamowitą historię o złodziejach piasku – ponoć plaże w tych okolicach są bardzo dobre, więc mafie przyjeżdżają w nocy ciężarówkami i pod bronią i kradną tony piasku z plaż!

DSCF7788

W ten miły sposób docieramy do Oualidii, której nie planowaliśmy odwiedzić, ale jako że jest już ciemno postanawiamy tam zostać. Przewodnik twierdzi, ze miasto słynie z ostryg. Niestety żadnych nie znajdujemy jest za to piękna laguna (która w nocy cała we mgle wygląda zupełnie nieziemsko) i grillowane rybki, które zadymiają całą okolicę. Następnego dnia wybieramy się na plażę i pływamy sobie kajakiem po falach. Co mnie złości to poubierane kobiety.. Nawet 10-letnie dziewczynki pływają w pełnym ubraniu (do kostek), a tuż obok leży mężczyzna w samych gaciach. Ogólnie Oualidia to niesamowicie zapchane miejsce – jest to kurort ale głównie dla marokańczyków, nie dla turystów.

DSCF7824grillowane rybki, a dym tak gęsty że nie da się oddychaćDSCF7797laguna – brzmi nieźle 

Opublikowano Maroko 2012 | Otagowano , , | 1 komentarz

Oulidia, El-Jadida, Casablanca

Po Oulidii ruszamy do El-Jadidy, która sama w sobie jest mało interesująca i nie zostajemy tam na noc po czym wsiadamy w pociąg do Casablanki (autostop w Maroku jest skuteczny, aczkolwiek naprawdę powolny..).

DSCF7834widok na medynę w El-Jadidzie

Do Casablanki docieramy późno, około 21. Jest ciemno i brzydko, a taksówkarze rządają bajońskich sum za podwiezienie nas do centrum, toteż idziemy na piechotę. Zanim zdąrzymy znaleźć medynę, medyna znajduje nas pod postacią przemiłego pana (w okolicach 50tki). Pan świetnie mówi po angielsku i obiecuje nam pomóc. Po drodze opowiada jakże smutną historię o tym jak zamknęli go w więzieniu za jeżdżenie samochodem pod wpływem, a teraz udało mu się zza kratek wyjść, ale nie może sobie pozwolić na powrót do domu, więc mieszka w Marrakeshu. Słuchamy, kiwamy głowami, radzimy żeby jechał stopem ;p (chociaż w duchu powątpiewam w prawdziwość całej historyjki) i dajemy sobie znaleźć nocleg oraz tanie żarcie – omlet i sałatka z tuńczyka w dość brzydkim barku.DSCF7864 Pana postanawiamy się pozbyć i na odchodne adam daje mu 50dh. Okazuje się, że to nie ostatnie spotkanie. Następnego dnia znów „przypadkiem” wpadamy na naszego przyjaciela, który pomaga nam dowiedzieć się o której odjeżdża nasz autobus. W zamian prosi jedynie o drobną przysługę – mianowicie pożyczkę 500dh, które z pewnością nam odda robiąc przelew jak tylko wróci do domu. ok…

DSCF7848DSCF7846meczet Hassana II – trzeci największy meczet na świecie. A nocy laserowy sygnał w stronę Mekki!

Casablanca przyciąga między innymi na film o tym samym tytule. Ku mojemu zawodowi ani jedna scena tego filmu nie została rzeczywiście nakręcona w tym mieście. A miasto wiele do zaoferowania nie ma – jego największą atrakcją jest ogromny meczet, który oglądamy z zewnątrz. Warto zobaczyć Casablancę o tyle, że jest to odrobinę nowocześniejsze miasto i można popodglądać jak tacy „korpo” marokańczycy sobie żyją. Za to medyna to najbrzydsza i najbrudniejsza jaką widzieliśmy.

DSCF7866Taksówka to najpewniejszy środek transportu w Maroku

Opublikowano Maroko 2012 | Otagowano , , , , , , , | 1 komentarz