Przez Berlin

Pierwszą trasą, która przy okazji miała być dla nas sprawdzianem było przejechanie autostrady ze Szczecina do Berlina. Ze Szczecina wydostaliśmy się transportem miejskim w kierunku drogi na autostradę. Cieszyliśmy się że opuszczamy Polskę, bo do tamtej pory każdy dzień był deszczowy. Miało być łatwo i przyjemnie, lecz nic z tego. Staliśmy w deszczu przez trzy godziny mokrzy i chorzy(w przypadku Agaty), lecz z determinacją aby do Berlina jednak dotrzeć.

W końcu zatrzymał się samochód. Kierowca niewiele mówił, ale podwiózł nas na autostradę. Byliśmy dość sceptyczni, bo w końcu łapanie stopa na autostradzie jest nielegalne a samochody jeżdżą bardzo szybko. Mimo wszystko okazuje się, że był to dobry pomysł. Po pięciu minutach wsiedliśmy do auta prowadzonego przez eks-inżyniera ze stoczni gdańskiej, jadącego prosto do Berlina. Nasz kierowca wysadził nas gdzieś na Kreuzbergu (sam nie do końca potrafił pokazać na mapie gdzie jesteśmy), ale szybko trafiliśmy na stację S-Bahnu.

Pierwsza rzecz, którą zobaczyliśmy w Berlinie – budka Doner Istanbul! Pomyśleliśmy, że to chyba pierwszy i ostatni Istambuł jaki zobaczymy podczas tej podróży (no chyba, że w Berlinie to popularna nazwa dla budki z kebabem). Przez ten słaby początek trochę wątpiliśmy czy uda nam się gdziekolwiek dalej dojechać. Teraz wystarczyło już tylko trafić do mieszkania naszego znajomego – Ossiego. Mieliśmy adres oraz mapę, więc powinno być łatwo. Niestety nie tym razem. Błądziliśmy przez kolejne dwie godziny, jadąc w zupełnie złe miejsce (bardzo podobna nazwa ulicy, na mapie zakreślona kółeczkiem). Agata zwaliła wszystko na mapę (która jest z 1993 roku), nie wspominając, że źle zapisała nazwę ulicy(literówka) i dlatego nie mogliśmy jej znaleźć w indeksie. Koniec końców trafiliśmy do Ossiego I mogliśmy wypocząć po pierwszym etapie podróży i przygotować się do zwiedzania Berlina.

Ossie i Paul

Naszymi gospodarzami w Berlinie byli Ossi i Paul. Obaj są przyjaciółmi rodziny Agaty. Ossi jest Chilijczykiem, który w dniach świetności żył tylko w lato(zmieniał co pól roku półkule). Ma małe mieszkanko na Kreuzbergu i wciąż żyje jak student. Paul jest Niemcem, który zjeździł masę świata stopem i wszystkim czym się da. Ma pokój pełen zdjęć z podroży z całego świata oraz, co ciekawe, Las egzotycznych zieloności na balkonie: „nur fur relaks”. Ma tez pingwina maskotkę, którego daje rożnym podróżnikom aby zrobili mu fotkę w znanych na świecie miejscach. Pingwin był już na niemal każdym kontynencie i w każdym większym mieście. Nie był jednak w Istambule, wiec pojechał z nami na wyprawę wraz ze swym ogromnym szczęściem i doświadczeniem w podróżowaniu. Taki pingwin-weteran to dobry temat dla kierowców, ludzi co nas gościli oraz dobra motywacja do nie zgubienia go i osiągnięcia celu.

Zwiedzanie Berlina wkrotce🙂

Dzień wyjazdu z Berlina

Wstajemy rano, za oknem leje. Nie wiem czy to deszcz czy już po prostu ściana wody. Paul podwozi nas na stację benzynową. To najlepsza opcja dla nas żeby szybko wyjechać z Berlina. Po chwili stania na stacji podchodzi do nas fajny facet. Długie włosy, kolczyki, około 40stki. Sam pyta czy może nas gdzieś zabrać. Dobry początek. Całą drogę z Berlina pod czeską granicę przegadujemy o życiu i motocyklach.

Kiedy już zbliżamy się do miejsca w którym nasz kierowca powinien zjechać z autostrady, zaczynamy szukać stacji benzynowej, gdzie mógłby nas wysadzić. Nic z tego. Przez kolejne 70 km nie ma żadnej stacji, parkingu, nic. Nasz kierowca podwozi nas aż do granicy z Czechami, nadkładając 40 km drogi. Jest przy tym przemiły. Jedzie do babci, ale mówi nam, że nie może się jej przyznać do podwożenia autostopowiczów, więc po prostu powie, że były duże korki. Jeszcze raz dzięki! Okazuje się, że musi kupić winietę, a nie akceptują Visy (dlaczego Niemcy w połowie miejsc nie akceptują visy??). Płacimy za jego winietę, co sprawia, że czuję się odrobinkę lepiej wobec niego😉

Siadamy na chodniku. Kłócimy się kto pierwszy zapyta jakiegoś kierowcę, kiedy podbiega do nas kobieta i pyta czy nas nie podwieźć. Jesteśmy w szoku i postanawiamy kochać Niemców do końca wszechświata. Podwozi nas małżeństwo. Kierują się aż do Wiednia, my wysiadamy przez Pragą. Są przemili a pani potrafi powiedzieć po polsku ‘muszę siku’.

Wysadzają nas na stacji, 20 km przed Pragą skąd szybko łapiemy kolejnego stopa i po 30 minutach jesteśmy w czeskiej stolicy, tuż przy stacji metra. Berlin – Praga to 5 godzin podróży, nasz rekord na dystanse dłuższe niż 200 km… Dziwimy się, że było tak łatwo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Istambuł 2011 i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s