Ekspresowa Praga

Do Pragi dotarliśmy około godziny 16. Piszę o godzinach, ponieważ ważne jest kiedy się dotrze do celu gdy się podróżuje stopem. Wysiedliśmy przy metrze na obrzeżach miasta. Po oględzinach planów metra i transportu publicznego uznaliśmy, że bardzo łatwo się wszędzie
dostać. Praga nie jest wielkim molochem jak Berlin czy pozostałe miasta o których później. Czesi mają ładnie i czytelnie wszystko wyjaśnione poza.. BILETAMI! Jeśli się podróżuje przez tyle krajów co my zaplanowaliśmy, nie szykuje się torby pełnej zbędnego i ciężkiego bilonu, a w tym mieście automaty biletowe są na monety(choć trzeba im przyznać ładne mają te monety). W kioskach nie przyjmowali naszych kart płatniczych, więc trzeba było zapieprzać z plecakami w poszukiwaniu bankomatów których też nie było na pęczki. Inna sprawa, że nie nadjechaliśmy jak każdy turysta od strony dworca albo lotniska, co trochę usprawiedliwia Czechów.

Umówiliśmy się z naszym hostem z couchsurfingu o wdzięcznym nicku Bee, że nas odbierze na konkretnej stacji metra. Szybko tam dojechaliśmy, chwilę poczekaliśmy no i pojawiła się. Miało to być nasze pierwsze doświadczenie w spotkaniu kogoś kto chce nas bezinteresownie przyjąć na noc i drinka, no i nie zawiedliśmy się. Bee okazała się bardzo wesołą 20-latką, przyjechała po nas samochodem.. Po dotarciu i rozpakowaniu się w jej mieszkaniu, wyszliśmy sami zwiedzać miasto.

Byliśmy zmęczeni, a gdy się jest zmęczonym to największa ochota nachodzi na zjedzenie czegoś, wypicie piwa i odpoczynek. Jednak był już wieczór a chcieliśmy zwiedzić Pragę, przynajmniej po łebkach. Było to trochę na siłę i w pośpiechu, bo mieliśmy do przejścia całe
stare miasto, a już się ściemniało. Do tego wszystkiego umówiliśmy się o 22 z Bee na piwo i chcieliśmy być jeszcze przytomni.

Zwiedzanie na szybko nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Jak już pisałem, praskie zabytki interesowałyby wypoczętych i najedzonych nas o wiele bardziej. Postanowiliśmy ograniczyć nasze zwiedzanie do Hradczanów i Mostu Karola. Zaczęliśmy zwiedzanie od Złotej uliczki, na którą wejście wieczorami jest darmowe.. NAJBARDZIEJ przereklamowana praska “atrakcja”. Nie dość że normalnie wejście na ulice płatne, to tych małych domków złotników z mikro drzwiczkami i oknami jest może z 6.. Okolice zamku za to bardzo ładne. Szkoda tylko że wszystko jest na górze, bo trzeba się nieźle nachodzić.. Zrobiliśmy kilka zdjęć z pingwinem,

sobie razem oraz osobno i ruszyliśmy w dół pięknej starówki na poszukiwanie kluczowych składników – PIWA I PIZZY..  Trochę smutno że tak mało czasu i chęci mieliśmy na to miasto, ale postanowiliśmy tu jeszcze wrócić i zobaczyć wszystko na spokojnie.. no i tak zrobiliśmy😉

Jeszcze trzeba wspomnieć o późno-wieczornym wyjściu do pubu. Obrzeża Pragi, tradycyjny czeski pub, a piwo tragicznie zwykłe (nawet nie mieli ciemnego piwa na które tak czekaliśmy). Co najgorsze zamykają o 23!!! Udało się jednak przenieść do innego pubu, standardem jeszcze gorszy, lecz po trzecim piwie całkiem miło tam się siedziało i rozmawiało o życiu i takich tam. .

Pragę ogólnie wspominamy dobrze, choć do miasta zwiedzonego w biegu i tylko z zewnątrz mieliśmy wrócić w drodze powrotnej, więc bez żalu poszliśmy spać, aby rano wyruszyć dalej – w stronę Budapesztu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Istambuł 2011 i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s