Z Wiednia do Budapesztu czyli o miłej przejażdżce z wesołymi narkomanami

Wstajemy, zwijamy rzeczy, jest gorąco (w końcu!) i idziemy łapać stopa nastawieni
na dłuuugie czekanie wśród niemiłych austriaków (planujemy raczej zagadywać bułgarów). Mija 5 minut (które to spędzamy owocnie – kłócąc się czy w chustce na głowie wyglądam jak cyganka czy też bardziej jak brudna hipiska i jak bardzo zmniejsza to szanse na złapanie stopa) i podchodzi do nas Austriak w średnim wieku, pytając dokąd chcemy jechać. Do Budapesztu! To tak jak on🙂

Wsiadamy do baardzo dobrego samochodu i znowu okazuje się, że zasady (i stereotypy) są po to żeby je łamać. To jeden z najfajniejszych kierowców. Przegadujemy z nim 3 godziny – o życiu, gospodarce, polityce, historii. O wszystkim. Jemu chyba też sprawia przyjemność ta podróż, bo pod koniec daje nam wizytówkę ( i paczke fajek ;p), mówiąc, że za 5 dni wybiera się do Istambułu (a wtedy i my powinniśmy tam dotrzeć) i że koniecznie musimy zadzwonić, żeby się w tym Istambule spotkać. Pozytywnie nastawieni do wszechświata wysiadamy na stacji benzynowej 30 km przed Budapesztem.

Jakieś dwie godziny spędzamy na bezskutecznym zaczepianiu kierowcow, którzy
ani nie mowia po angielsku ani nie sa specjalnie przychylnie nastawieni do autostopowiczow. W koncu nadjezdza van, wyglądający jak wyjęty z czasów hipisów. No dobra.. ten nas zabierze! Adam biegnie zaczepic kierowce i zgodnie z oczekiwaniami wsiadamy do
vana.

Van należy do pary nieźle już zużytych hipisów (może byli po 50stce a może tylko tak wyglądali), podrozujacych we dwojke po europie. Z tyłu zamiast siedzeń – łóżko. Zgarniają trochę ciuchów, skarpetek, psich chrupek i innych gratów, robiąc dla nas miejsce i mamy okazję bliżej im sie przyjrzeć. Facet prawie bez zębów, włosów też nie zostało mu zbyt wiele, pali papierosa za papierosem, dziewczyna ma fioletowe sińce pod oczami i szramy na plecach ale jest przemiła. Na kolanach siedzi jej mały, uroczy yorczek, wyglądający jak ukradziony jakiejś holywoodzkiej gwiazdeczce.

Do dziś zastanawiamy się jakiej właściwie byli narodowości – w rozmowie mieszali 4 różne języki, a żadnym nie posługiwali się poprawnie.

Od wejścia do vana do wyruszenia mija jakieś 40 minut, podczas których nasi kierowcy przygotowują się do dalszej jazdy: dziewczyna zalicza 4 wizyty w toalecie, a facet zdąrza wciągnąć kreskę amfetaminy i spalic pół paczki fajek. Kiedy wszyscy już siedzą w samochodzie wyciągają szklaną fiolkę z tajemniczym płynem. Okazuje się, że to jakiś środek  o działaniu psychodelicznym. Biorą po 5 kropelek – żeby się lepiej jechało.. nas też częstują zapewniając, że to legalne. Mimo wszystko grzecznie odmawiamy.

Ok, w końcu ruszamy. Jedziemy środkiem autostrady  z prędkością zbliżoną do 40 km/h(kierowca jest bardzo wyluzowany i traktuje przepisy drogowe bardziej jako zbiór luźnych wskazówek), kiedy okazuje się, że fajnie by było podłączyć stojące na desce rozdzielczej małe radyjko. Kierowca całkowicie traci zainteresowanie kierownicą, grzebiąc przy radiowych wtyczkach. Kiedy po raz trzeci van zjeżdża na pobocze dziewczyna delikatnie zwraca uwagę ‚mishaa… be careful’ mówi słodkim głosikiem. 30 minut takiej jazdy i wjeżdżamy do Budapesztu gdzie robi się jeszcze ciekawiej. Zaliczamy chyba wszystkie krawężniki, kilka ślepych uliczek i czerwonych świateł. Nie wiedzieć czemu wszyscy na nas trąbią. Dziewczyna (która ponoć urodziła się w Budapeszcie) raczy swojego chłopaka dobrymi radami w stylu ‚be careful, people here don’t like if you are not a good driver’. Kiedy znajdujemy się w pobliżu jakiegoś zamku upieram się, że jest piękny i muszą nas wysadzić. Koniecnie tu i koniecznie w tej chwili.

Budapeszt

Po tej szalonej podróży jesteśmy niesamowicie wyczerpani. Mam wrażenie ze mój plecak waży tonę, jest strasznie gorąco, a metro jakieś dziwne i głośne. Szybko znajdujemy mieszkanie naszego hosta (w samym centrum!!). Zapoznajemy się, zostawiamy plecaki i ruszamy w miasto. Ogólnie jest ładne ale chyba byliśmy zbyt zmęczeni i troszkę zblazowani (to 3 miasto w przeciągu 4 dni) żeby w pełni czerpać przyjemność ze zwiedzania. Jest 18, a dalej
jest nieskończenie gorąco, a mój plan wypicia piwa nad Dunajem nie zostaje zrealizowany, bo po obydwu stronach rzeki są ruchliwe drogi.. Mimo wszystko dzielnie zwiedzamy, okazuje się, że nie jesteśmy zbyt oryginalni – największe wrażenie robi na nas budynek parlamentu.

Odbębniwszy wszystkie podstawowe punkty wycieczki ´budapeszt w 3 godziny´, mozemy w końcu zrelaksowac sie w mieszkaniu naszego hosta. W przeciągu jednej nocy próbujemy 7 różnych rodzajów alkoholu (piwo, cydr, raki, rakija, wódka, jagermeister i wino) i rozmawiamy praktycznie o wszystkim. Spotkanie jest o tyle ciekawe, że Agata studiuje projektowanie produktu, a Geza jest 25letnim designerem, więc jest o czym rozmawiać. Pokazał nam kilka swoich projektów w tym materac – fotel, który właśnie trafił do sprzedaży i na którym siedzi adam na zdjęciu poniżej (spaliśmy i siedzieliśmy, jest super, polecamy!!)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Istambuł 2011 i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Z Wiednia do Budapesztu czyli o miłej przejażdżce z wesołymi narkomanami

  1. Mieczysław Skalar pisze:

    Po co Bułgarzy mieliby budować drogi w Budapeszcie?
    (Piwo nad Dunajem można wypić na Wyspie Małgorzaty, ja tak czyniłem, choć nie wiem, czy to legalne.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s