Wyjazd z Belgradu czyli dlaczego wszyscy narzekają na serbskich kierowców

Mieliśmy ambitny plan wyruszenia z samego rana. Jednak po nocnej eskapadzie, która zakończyła się koło 5 budzimy się dopiero o 13. Kiedy podchodzę do okna czuję miły powiew wiatru – niestety to tylko wentylator, wystawiam głowę za okno i naprawdę nie ma czym oddychać. Jest bardzo sucho i naprawdę niewyobrażalnie gorąco.

Szybko wysyłam parę couch- requestów do ludzi z Istambułu (póki co jedziemy ‚na przypał’, nie wiedząc gdzie będziemy spali). Matija i Una zabierają nas na zamek i na pizzę. Świetnie się z nimi gada, w końcu, koło 18 odwożą nas na stację benzynową i jest nam bardzo ciężko się pożegnać..

Jest 19.30 i od półtorej godziny siedzimy na stacji benzynowej. Jest piątek, wszyscy mili, zadowoleni, uśmiechają się do nas, machają. Nigdzie się nie spieszą. My też zmieniliśmy się trochę w południowców. Siedzimy spokojnie, czekamy, rozmawiamy, ja maluję paznokcie, palimy papierosy. Cieszymy się chwilą i jakoś specjalnie nie zależy nam na złapaniu stopa (szczególnie, że naprawdę chce wrócić z powrotem do Belgradu, do Matiji i Uny – naszych najlepszych hostów). Spotykamy nawet Polaków, ale nie dość że nie mają miejsca w aucie, to strasznie narzekają..

Mija jeszcze trochę czasu i powoli zaczyna się ściemniać (no tak, zapomnieliśmy, że zjechaliśmy 1400 km na południe i dzień kończy się jakąś godzinę wcześniej). Stajemy przed wjazdem na stację i zaczynamy łapać stopa na autostradzie. Po chwili zatrzymuję się Serb. Sportowa koszulka, krótkie włosy, szybki samochód. Nie mówi za bardzo po angielsku, więc dzwoni do kumpla i tłumaczy mu coś po serbsku i prosi go o tłumaczenie. Adam dostaje słuchawkę ‘he wants to suck your dicks’ słyszy. ??? To tylko żart. Adam dowiaduje się, że nasz kierowca chce nas zabrać w lepsze miejsce do łapania stopa. I rzeczywiście. Zostawia nas 5 km dalej przy bramkach na autostradzie. Mija kolejne 5 min i już mamy stopa do Nis. (około 200 km). Już wcześniej Polacy, którzy nas podwieźli narzekali na serbskich kierowców. Teraz możemy doświadczyć ich jazdy na własnej skórze. Ponad 200 km przejeżdżamy w niecałe 75 minut. Kierowca praktycznie nie schodzi poniżej 190 km/h, a mimo wszystko jedzie bardzo płynnie, nie hamuje gwałtownie i czujemy się
w miarę bezpiecznie.

Kiedy wysiadamy jest 22 i nie bardzo chcemy wjeżdżać do Bułgarii (oczywiście wszyscy Serbowie straszną nas Bułgarią, tak jak Węgrzy straszyli nas Serbią.. :)). Przełazimy przez płot przy autostradzie i śpimy na dziko. Ja (Agata) trochę panikuję, że zjedzą nas: ludzie, wilki, kosmici albo dzikie węże. Na szczęście nic złego się nie dzieje i udaję się zasnąć w blasku autostradowych lamp i szumie pędzących tirów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Istambuł 2011 i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s