Droga powrotna – z Istambułu na grilla.. i do nocnego klubu w Svilengradzie

Trochę już osiedliliśmy się w Istambule. Spanie 3 noce pod rząd w jednym miejscu nas rozleniwiło i ociągamy się kiedy nadchodzi czas znów wyruszyć w drogę. Ociąganie się zajmuje nam od 10 do 16, więc wyruszamy w drogę późno jak na autostop.

Hości odwożą nas na autostrade praktycznie w środku miasta (chyba nie da się autobusem wyjechać poza Istambuł, to naprawdę ogromne miasto). Nie wierzymy, że uda nam się łatwo złapać stopa, jednak wystarczają 3 minuty czekania i już rozpędzony TIR zjeżdża z 3 pasa i zatrzymuje się dla nas.

Wywozi nas kawałek za Istambuł, po czym zauważa innego TIRA o bułgarskiej rejestracji. Podjeżdża do niego, i pokazuje nam żebyśmy otworzyli okna. Oba TIRY jadą jakieś 70 km/h a my przez okno łapiemy stopa. Udaje się i drugi kierowca zabiera nas aż do granicy, którą przekraczamy pieszo, ustawiając się w kolejce za samochodami😉

Po drodze zahaczając o jakiś bar na ostatnią już w te wakacje turecką zupkę z soczewicy. Będziemy tęsknić za przemiłymi tureckimi kelnerami i darmową herbatą🙂 Kiedy przechodzimy przez wszystkie punkty celne jest już prawie ciemno. Wystawiamy kciuka nie wierząc w szanse złapania czegokolwiek, ale po 5 minutach zatrzymuje się dla nas turek – Yosuf.

Pomarańczowa koszulka, wesoły, opalony – mówi że jest turkiem ale na turka nie wygląda. Mówi, ze może nas podwieźć kilka kilometrów, zgadzamy się i wsiadamy. Już po dwóch minutach okazuje się, że ma co do nas całkiem inne plany
-Svilengrad! Grill! Mandala! Kolega friend! No problem, no problem – tym łamanym angielskim zaprasza nas do swoich przyjaciół Bułgarów na kolacje. Mamy trochę wątpliwości (szczególnie że po drodze zatrzymują go ze dwa patrole policyjne) ale ostatecznie zgadzamy się jechać z nim – na taką przygodę liczyłam no i spędzimy noc pod dachem.

Rodzina typowo wschodnia – 4 pokolenia żyją pod jednym dachem w skromnym domku (łazienka to drewniana budka za domem). Siadamy na zewnątrz, pod winoroślami, kiedy kobiety krzątają się przygotowując posiłek. Wszyscy są bardzo mili i udaje nam się dogadywać polsko-bułgarsko-rosyjskim. Kiedy podają jedzenie opuszczają nas wszelkie wątpliwości – dostajemy po wielkim talerzu warzyw, ogromne kawały mięsa z grilla, ziemniaki, na deser baklawa.

Poza tym na stole oczywiście nie brakuje wódki (Turek po drodze chciał kupić raki ale przekonaliśmy go do wódki🙂 i pędzonej w domu przez gospodarzy rakiji. Dziadek rodziny gospodarzy stara się nas upić, nieustannie dolewając. ‘Na zdrowie, sherefe!’ (Sherefe to piękny turecki toast oznaczający za honor) nie dają nam spokoju cały wieczór.

Żeby odwdzięczyć się za gościnę pytamy czy maja może parafine. Okazuje się, że tak i Adam robi mały pokaz plucia ogniem w ich ogródki. Są zachwyceni szczególnie 8letni syn gospodarzy.

Robi się późno i mamy nadzieje iść spać, jednak okazuje się, że porządnie już podpici gospodarze mają całkiem inne plany.
– Dancing! Disco! – no i nawet nie wiem kiedy lądujemy z nimi w samochodzie i jedziemy na dyskotekę. Na miejscu okazuje się, że to nie jakieś tam wiejskie disco, tylko ekskluzywny klub nocny, gdzie nasz gospodarz jest szefem ochrony.  Klub jest prawie pusty i błąkają się po nim tylko dwie laseczki w bieliźnie, do których zaraz podbiega nasz Turek i zamawia u nich kolejne tańce dla.. żony naszego gospodarza. Strasznie mnie już irytuje jego zachowanie, ale żadne protesty do niego nie docierają, więc nie pozostaje nam nic innego jak przeczekać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Istambuł 2011 i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s