Workcamp w Katalonii – Agata

Drugą część moich wakacji spędziłam w Hiszpanii. Przez tydzień zwiedzałam Barcelonę, a przez dwa tygodnie pomagałam w przygotowaniu festiwalu poezji nowoczesnej i performance’u w Les Escaules – La Muga Caula. Wylądowałam tam w ramach wolontariatu koordynowanego przez SCI (a w Polsce jedenświat).

Jak to wyglądało?
10 września byliśmy wszyscy umówieni na stacji w Figueres ( miasteczko oddalone o 140 km na północny wschód od Barcelony, znane głównie z muzeum Dalego).  Byłam mocno zdenerwowana, bo nie wiedziałam co mnie czeka przez kolejne 2 tygodnie – to trochę jak randka w ciemno..  Docieram na stację i spotykam moich towarzyszy – rosjankę Katję, austriaczkę Marlene i holendra Floriana. Oprócz tego odbiera nas Juan jeden z organizatorów całego festiwalu. Pakujemy się do vana i ruszamy wąskimi dróżkami w stronę Les Escaules.

 


Wioska mnie zachwyca. Kiedy w Polsce myślimy o wsi to przychodzi nam do głowy obraz walących się drewnianych chat. Katalońska wioska okazała się być XVII wieczną budowlą z kamienia o zaledwie trzech ulicach. Nie wiadomo czemu mając tyle miejsca ludzie postanowili pobudować się tak blisko siebie, jednak daje to piękny efekt… I CIEŃ!
Poznajemy naszych gospodarzy – to szwedka Ingrid i katalończyk Juan. Niedaleko mieszkają też ich rodzice i siostra Juana wraz z mężem – dyrektorem artystycznym całego przedsięwzięcia, czyli festiwalu La Muga Caula, w organizacji którego mamy pomagać.
Okazuje się, że będziemy mieszkać w domu Inrid i Juana. Nasza czwórka dostaje do swojej dyspozycji pokój ich syna, więc warunki są naprawdę niezłe jak na workcamp. Udajemy się na kolację a potem przy cavie (cava to praktycznie to samo co szampan, jednak ze względu na prawa autorskie musi nazywać się inaczej) długo rozmawiamy i zapoznajemy się z naszymi gospodarzami.
Gospodarze już na początku zapowiadają, że praca na festiwalu będzie ciężka. Początki wcale na to nie wskazują. Śpimy do 9, jemy śniadanie po czym idziemy ogarnąć trochę miejsce w którym odbędzie się cały festiwal. Okazuje się, że to jedyny w tej wiosce bar. Wita nas jego właściciel – pappi Manolo. Czuję sie tam trochę jak na dzikim zachodzie. Przez 3 kolejne dni malujemy ściany, myjemy podłogi, zaczynamy znosić rzeczy do kuchni ponad barem, rozwieszamy plakaty (np. w Gironie i Figueres co można potraktować bardziej jako wycieczki krajoznawcze niż rzeczywistą pracę) itd.

Przy tym wszystkim mamy mnóstwo czasu na cieszenie się wspaniałym miejscem w jakim jesteśmy, kąpiele w niezwykłym jeziorku, chodzenie po górach, picie wina itd. Jest lekko i przyjemnie a nasza czwórka coraz lepiej się dogaduje.

W miarę jak zbliża się festiwal zaczynają się zjeżdżać kolejne osoby do pomocy. Festiwal mimo że niewielki jest ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Jest bardzo mały, a artystów bywa tyle samo co widzów, więc organizatorzy starają się załatwić wszystko po jak najniższych kosztach zapraszając licznych przyjaciół do pomocy (no i mają nas – wolontariuszy). Przyjeżdżają rodzice organizatorów, kolejni wolontariusze z Barcelony: Ferran, Sara i drugi Ferran, no i stopniowo zjeżdżają się artyści. Już nie możemy doczekać się festiwalu.

I w końcu festiwal się zaczyna. Okazuje się, że  jest to naprawdę ciężka praca. Koniec końców wolontariusze odpowiedzialni są za catering. Gotujemy, serwujemy i sprzątamy po obiadach i kolacjach dla 150 osób! Niby to tylko 4 dni ale naprawdę dają nam się we znaki. Na szczęście wszyscy są w dobrych humorach i w naszej tłocznej kuchni zawsze jest wesoło, więc krojenie dwóch skrzynek cebuli boli trochę mniej kiedy przy okazji można się tą cebulą pouczyć żonglować. No i uczymy się przyrządzać tradycyjne katalońskie potrawy, co nie jest wcale takie proste.

Okazuje się, że najtrudniej jest przyrządzić chleb z pomidorami.. W teorii  wystarczy zetrzeć pomidory, troszkę przyprawić i dodać oliwy a potem rozsmarować na chlebie. Biorę się do pracy i już po chwili mam na głowie 3 katalończyków, którzy przejrzykują się, zabierają mi łyżkę, pokazują, kłócą jak właściwie rozsmarowywać pomidorową maź na chlebie… Nie może być jej za dużo, ani za mało, do tego trzeba bardzo dokładnie posmarować boki, a już największą zbrodnią jest zostawienie choćby kawałeczka chleba nieposamrowanym. Prawdopodobnie żeby zrobić to dobrze trzeba po prostu urodzić się w Katalonii🙂

Nie jest też tak źle pod względem czasowym i mimo wszystko bez problemu jesteśmy w stanie chociaż częściowo uczestniczyć w festiwalu. Oglądam więc performance (po raz pierwszy w życiu mam okazję oglądać performance na żywo) i rozmawiamy z artystami, którzy tłumaczą (bądź nie) swoje występy. Nie jest to sztuka łatwa w odbiorze, nie dziwi mnie więc to że mieszkańcy wsi raczej nie przychodzą oglądać występów. Bardziej są zainteresowani posiłkami, które serwujemy🙂
Co do samych performanców to różnie bywa. Ja niby jestem w jakimś stopniu wykształcona artystycznie co wcale nie czyni ich łatwych w odbiorze. Generalnie jest jak ze wszystkim – część jakoś działa, odwołuje się do moich emocji, gra nastrojem a część jest mi totalnie obojętna. I chyba o to w tym wszystkim chodzi – każdy znajdzie coś dla siebie ale nie można tego nadmiernie analizować, bo wtedy rzeczywiście okazuje się nie mieć sensu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Workcamp i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Workcamp w Katalonii – Agata

  1. Lilka pisze:

    Za takie widoki nawet ja zgodziłabym się pomóc w kuchni😉 Co prawda podejrzewam, że gospodarze bardzo by tego potem żałowali, ale… w końcu liczą się chęci ;p

    • kemadas pisze:

      A wiesz nawet za dużo potraw nie popsuliśmy tam (o dziwo!) ;p W sumie ciężko spalić takie ilości, to się bardzo długo smażyło/gotowało/whatever. I potwierdzam, warto dla samych widoków😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s